O biedzie, Biedronce i prezesie Kaczyńskim

Całe to oburzenie słowami Jarosława Kaczyńskiego o Biedronce wzięło się stąd, że ludzie kupujący w tejże Biedronce nie chcą czuć się biednymi. Bo w Polsce (zresztą nie tylko w Polsce) "biedny" to znaczy "gorszy". To wstyd być biednym. I w to myślenie wpisuje się zarówno sam prezes, uznający dyskonty za swego rodzaju sklepowe "getto" dla najuboższych, jak i "protestujący" użytkownicy Facebooka.

Dlatego całe to zamieszanie, niezależnie od tego, kto się wypowiada, czy popiera, czy krytykuje, czy wyśmiewa JarKacza, budzi mój niesmak (tudzież absmak ;) ) i zażenowanie. Bo bieda nie jest, nie powinna być wstydliwa. Zasobność portfela nie powinna definiować wartości człowieka. To oczywiście banał, ale, jak to często bywa, banał, który funkcjonuje jedynie w teorii, nie przekładając się niemal zupełnie na praktykę.

Grzegorz Kwiatkowski, „Pan Cogito i litera Pisma”.

jest wojna i do pana Cogito przychodzą Niemcy
i pytają go czy ukrywa w piwnicy Żydów
a pan Cogito ponieważ ceni prawdę
a jego orężem nigdy nie jest kłamstwo
mówi:
w mojej piwnicy przechowuję piętnastu Żydów
w tym sześcioro dzieci dwóch mężczyzn
i siedem kobiet

ze ściany spada płat tynku
na korytarzu przepala się żarówka

a czarny kot
miłośnie zawodzi
i ociera się o nogawkę

pan Cogito schodzi do piwnicy
po nową żarówkę
a następnie wkręca ją
i zapala światło

i stoi w oknie
i widzi jak Niemcy
wyprowadzają żydowską rodzinę

a potem otwiera Pismo Święte
i zakreśla ołówkiem:
a mowa wasza
niech będzie prosta
tak tak
nie nie

link (krótki felieton Joanny Tokarskiej-Bakir)

Drobne przeoczenie

Właśnie sobie uświadomiłem, że niewykluczone jest istnienie maciupkiej grupy osób, które mogą być tym choć odrobinę zainteresowane, a jednocześnie mogą nie wiedzieć o tym skądinąd: 31 lipca br. wziąłem ślub. ;) Póki co jestem szczęśliwym mężem. ;)

(Mogłem sobie ten wpis podarować, ale to będzie już druga notka w ciągu 8 dni! :D)

Czego nie rozumie Łukaszenka

Myślę, że Łukaszenka może w ogóle nie rozumieć, o co nam i UE chodzi. Że uważa, iż z nami rozmawia się tak jak z Rosją, która ma w nosie, co Łukaszenka robi w swoim kraju z opozycją. Że to wszystko jest kwestia jakichś targów, "dogadania się". Że on nam coś da i wtedy my mu też coś w zamian damy (oczywiście on ma dostać więcej). Że nas tak naprawdę guzik obchodzą pobici i aresztowani kontrkandydaci na prezydenta. Jemu zapewne nie mieści się w głowie, że jeśli nawet naszym politykom rzeczywiście nie zależy na demokratyzacji Białorusi, to raczej nie mogą oni przechodzić do porządku dziennego nad tak ostentacyjnym łamaniem przez niego praw człowieka i obywatela. Nie rozumie już nawet Francuzów czy Niemców, a co dopiero Polaków z naszą fiksacją na punkcie niesienia innym wolności i demokracji - u nas niektórzy zdają się naprawdę uważać, że taka jest nasza misja dziejowa.

Łukaszenka to człowiek radziecki. Przesiąknięty wschodnim myśleniem o władzy, geopolityce, fasadowości wszelkiej demokracji. Przekonany, że my wprawdzie dużo gadamy o tych prawach człowieka i innych bzdurach, ale przecież nie możemy w nie wcale wierzyć (chyba, że jesteśmy idiotami), i że tak naprawdę u nas jest tak samo jak w jego kraju, co najwyżej bardziej elegancko. Widzi, że Putin może sobie rozpędzać demonstracje, że Chińczycy mogą sobie trzymać w więzieniu laureata pokojowej nagrody Nobla, a mimo to robimy z nimi interesy. Nie rozumie tylko, że jeśli nawet w istocie nisko sobie cenimy te wartości, którymi ciągle sobie gębę wycieramy, to mają one dla nas przynajmniej tak duże znaczenie, by słabej Białorusi nie puszczać zupełnie płazem tego, na co przymykamy oko w przypadku atomowych i surowcowych bądź ekonomicznych mocarstw.

Dlatego też, krytykując wczorajszą manifestację, Łukaszenka potrafi jednocześnie mówić:

Polska zrozumiała, co to jest Białoruś i dlaczego Białoruś potrzebna jest Polsce. Jestem przekonany - powiedział Łukaszenka - że jeśli Polska będzie prowadziła taką politykę, jak przez ostatnie trzy miesiące, to czeka nas świetlana przyszłość i będą tylko pozytywne efekty tej współpracy - dodał białoruski prezydent.

On jeszcze nie wie, jak brzmią w naszych uszach słowa "Polska zrozumiała, co to jest Białoruś". Jaką są one drwiną. Jakim kłopotem jest dla polskiego czy niemieckiego ministra spraw zagranicznych spacyfikowanie przez niego opozycji. On jeszcze myśli, że może nas przekonać: "Dobra, dałem im pałą po głowie, ale to moja sprawa, przecież to nie było wymierzone w was". Dlatego pozwolił sobie na niepotrzebną w gruncie rzeczy demonstrację siły na potrzeby wewnętrzne: nie sądził, że za granicą ktoś się tym naprawdę przejmie. Zapewne rzeczywiście uważa, że "Białoruś jest potrzebna Polsce" i to będzie najważniejsze. Nie zdaje sobie jeszcze sprawy z tego, że odrzucił właśnie pomoc kolegi z rozsądku i sam pchnął się w ramiona Rosji, dla której szuka wciąż alternatywy.

(Refleksje po przeczytaniu: http://www.tvn24.pl/12691,1686837,0,1,polska-zrozumiala--co-to-bialorus,wiadomosc.html)

PS Oj wieki mnie tu nie było. Chciałbym tu kiedyś wrócić na dobre, choć może w nieco innej niż kiedyś formule. Niestety, ten tekścik powstał trochę przypadkowo i pierwotnie miał trafić tylko na Facebooka, więc nie traktujcie tej notki (jeśli ktoś ją tu jeszcze przeczyta) jako zapowiedzi zwiększenia mojej aktywności. Bardzo żałuję, bo nawet dla siebie samego bym chętnie popisał.

Poznań w żałobie

Poznań w żałobie

Wstyd ;)

Musiałem dziś dokonać dwóch nietypowych dla mnie zakupów. Rano chora sąsiadka poprosiła mnie o kupno "Faktu" w przyblokowym sklepiku. Zakłopotanie, jakie czułem płacąc za axel-springerowski tabloid, było wszakże niewielkie w porównaniu z tym, co przeżyłem po południu zanosząc do kasy w Piotrze i Pawle "Nasz Dziennik". Potrzebny był mi skan okładki i nieopublikowany na ich stronie internetowej artykuł o deportowanych w głąb ZSRR, o czym piszę dziś krótko do "Hmaga". Choć historycy od dawna piszą, że wywieziono ok. 320 tysięcy osób, niektórzy wciąż upierają się przy liczbach przekraczających milion.

Brzdąc z pociągu Olsztyn - Białystok

Ten chłopczyk, który ni z tego ni z owego zajrzał kiedyś do mojego przedziału, okazał się fotograficznym samograjem. Tylko o dobry kadr nie było łatwo - brzdąc okazał się wiercipiętą, a ja miałem ograniczoną swobodę ruchów w przedziale, w którym siedziała jeszcze czwórka osób. W każdym razie myślę, że trudno się nie uśmiechnąć na widok tego malucha.

Brzdąc z pociągu Olsztyn - Białystok ;)

Facebook

Pierwszy serwis społecznościowy, który przypadł mi do gustu. Chyba zostanę.

Szostkiewicz o wyroku w sprawie Tysiąc

Tysiąc miała prawo wystąpić o aborcję, prawa jej odmówiono, a katolicki tygodnik Gość Niedzielny napisał, że bardzo chciała zabić swoje dziecko - czy ks. Gancarczyk miał wgląd w duszę i wolę kobiety? Pani Tysiąc słusznie należało się zadośćuczynienie i sąd w Katowicach słusznie je przyznał.

(...)

Można być przeciwnikiem aborcji, a nie porównywać sędziów do nazistów. Można być przeciwnikiem aborcji, a powstrzymywać się od porównywania dokonywanych legalnie aborcji do zagłady Żydów. Można być przeciwnikiem aborcji, a nie nazywać kobiety, która się jej poddaje, morderczynią. Można być przeciwnikiem aborcji, a szanować zawiłości losów ludzkich i nie rzucać słowami kamieniami, skoro nikt z nas nie jest bez winy.

To nie ma nic wspólnego z cenzurą, swobodą wyrażania opinii itd. To po prostu dopuszczenie, że świat moralny jest bardziej skomplikowany niż wydaje się moralizatorom. I że może być tak, że nie wszyscy Żydzi odnajdują się w porównaniach aborcji do Holokaustu.

link ;)

Czy Wildstein potrafi czytać?

Wypada założyć, że potrafi. Ale skoro tak, to trzeba też założyć, że świadomie robi czytelników "Rzeczpospolitej" w bambuko - mówiąc dość oględnie. Pan redaktor przytacza fragment "Dziennika" Gombrowicza, by dowieść, że tenże upupiony został w naszej kulturze ze szczególnym uwzględnieniem jej III RP-owskiej odsłony. Oto i cytat:

Człowiek, gdyby nawet nie był związany z narodem więzami zwyczajnego patriotyzmu, będzie zawsze pilnował godności narodu, chociażby z tego tylko względu, że nie może od narodu się oderwać i wobec świata jest Polakiem — stąd wszelkie poniżenie narodu poniża i jego osobiście wobec ludzi. Te zaś uczucia, niejako przymusowe i niezależne od nas, są stokroć silniejsze niż wszystkie nauczone i oklepane sentymenty.

Teraz wszystko jasne, prawda? Gombrowicz niewątpliwie głosowałby na LPR i uczyłby Zachód, kto uratował Europę przed bolszewizmem, a potem obalił komunizm, w międzyczasie ratując Żydów z holocaustu. Już, już, skacze nasz redaktor pod sufit, bo mu się udało dać wykształciuchom prztyczka w nos! A tu niespodzianka, wykształciuchy nie tylko studia pokończyły, ale na dodatek również "Dziennik" czytały. I wiedzą, że zacytowany fragment nie kończy się i nie zaczyna tam, gdzie by redaktor-niewykształciuch tego chciał. (cyt. za Wieczorkowskim, który pierwszy tekścik Wildsteina przyuważył, ale fragment z "Dziennika, o który się tutaj rozchodzi i ja pamiętam, bo pojawia się tam jeden z mych ulubionych cytatów)

Gombrowicz uczestniczył w herbatce w pewnym argentyńskim domu, gdzie mój znajomy, Polak zaczął mówić o Polsce – i znów, naturalni, wyjechał na stół Mickiewicz, Kościuszko, wraz z królem Sobieskim i bitwa pod Wiedniem (…) itd., itp.

Gombrowicz poczuł niesmak i zawstydzenie: Pomyślałem, że licytacja z innymi narodami na geniuszy i bohaterów, na zasługi i zdobycze kulturalne, jest właśnie wysoce niezręczna pod względem taktyki propagandowej - gdyż z naszym półfrancuskim Szopenem i niezupełnie rdzennym Kopernikiem nie możemy wytrzymać konkurencji włoskiej, francuskiej, niemieckiej, angielskiej, rosyjskiej; więc ten punkt widzenia skazuje nas właśnie na podrzędność

.

W pierwszej chwili Gombrowicz poczuł się spętany tradycyjnym poczuciem patriotyzmu, który będzie zawsze pilnował godności narodu (to właśnie zacytował Wildstein!). Poczucie przyzwoitości jednak zwyciężyło i Gombrowicz zakwestionował w istocie wszystko, co jego poprzednik „patriotycznie” powiedział! Nie jesteśmy (mówiłem) bezpośrednimi spadkobiercami ani wielkości przeszłej ani małości – ani rozumu, ani głupoty – ani cnoty, ani grzechu – i każdy za siebie tylko jest odpowiedzialny, każdy jest sobą.

(i moje ulubione zdanie) Ale dopiero na samym końcu mojej filipiki, znalazłem myśl, która wydała mi się – w atmosferze owej mętnej improwizacji - najcelniejsza. A mianowicie, że nic własnego nie może człowiekowi imponować; jeżeli więc imponuje nam wielkość nasza lub nasza przeszłość, to dowód, że one w krew nam nie weszły.

Autorytety

W Rzepie napisali (na podstawie sondażu), że największe autorytety młodych to: Jerzy Owsiak, Kuba Wojewódzki i Szymon Majewski. Na liście nie ma żadnego profesora czy pisarza. Ale czy można się temu dziwić, jeśli na przykład naukowcy poproszeni o komentarz do wyników ankiety plotą takie oto głupoty?

Zdaniem prof. Hanny Świdy-Ziemby, socjologa z SWPSi UW, młodzi wskazali osoby, które symbolizują cenione przez nich wartości: – Owsiak jest wyrazem tego, czego młodzi pragną, a mianowicie trwałych kontaktów grupowych, których nie potrafią nawiązywać. Ważne jest dla nich też poczucie humoru. Wojewódzki i Majewski.

Albo też:

Nieco optymizmu przynoszą za to badania wartości. W życiu młodych Polaków najważniejsze są miłość (79 proc.), rodzina (57 proc.) i przyjaciele (40 proc.). Praca, wiara i odpowiedzialność ważna jest jedynie dla co dziesiątego badanego. Choć zasmucać może fakt, żetakie wartości jak patriotyzm są istotne tylko dla 5 proc.

Według prof. Katarzyny Popiołek na pierwszym miejscu znalazły się wartości, których dziś młodzi odczuwają brak.

Bez komentarza

Kariera tabletki antykoncepcyjnej, zamiast naturalnej metody obserwacji płodności, faszerowanie się przez miliony kobiet hormonami to przejaw nie tylko wygodnictwa. Wygląda na to, że panie dały sobie wmówić, iż lepiej wziąć rano tabletkę, bo nie wiadomo, z kim wieczorem wylądują w łóżku.

To samo założenie tkwi w idei zaszczepienia całych roczników jedenastoletnich dziewczynek przeciw wirusowi raka szyjki macicy HPV. Przekonano bowiem rodziców, że ich córeczki o niczym innym nie marzą, tylko żeby zmieniać partnerów albo uprawiać seks grupowy.

Jan Pospieszalski, 'Gejowska ofensywa przyspiesza'.

Kciuki znów potrzebne

Na jutro na 14:55 mam wyznaczoną rozmowę kwalifikacyjną na studia doktoranckie. Wcześniej, o 11:30, taką samą rozmowę odbędzie Ola. Aż strach pomyśleć, ile od tego egzaminu zależy.

Mgr

Prosiłem o kciuki, wypada więc poinformować, że obroniłem się wczoraj na pięć i zostałem magistrem. Choć prawdę mówiąc, jeśli czymś warto się chwalić, to raczej napisaniem niezłej pracy (po uzupełnieniu ma szanse ukazać się drukiem), niż samą jej obroną. A teraz rozpoczyna się bój o kolejne cztery lata studiów...

Bój to mój wcale nie ostatni...

...ale z pewnością ważny. 17 czerwca tego roku, o godzinie 12:00 rozpocznie się obrona mojej pracy magisterskiej. Trzymajcie kciuki. :)

Update: Obrona została przeniesiona na piątek, 19 czerwca, na godzinę 11:00.

Update2: Obrona została przeniesiona po raz kolejny, tym razem na czwartek 18 czerwca. Mam nadzieję, że już nic się nie zmieni. ;)

Sukcesik

We wtorek premiera mojej pierwszej książki. No, moja jest tylko drobna jej część, tj. zamykający artykuł o białoruskiej idei i ruchu narodowym, ale to nie umniejsza mojej radości. :) Jeśli ktoś będzie zainteresowany kupnem, to "Źródła nienawiści" można zamówić w przedsprzedaży z dwudziestoprocentową zniżką (36 zamiast 44,90 zł). Gorąco polecam, bo wiem, że wszystkie zawarte w naszym wspólnym dziele teksty warte są przeczytania

.

Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz

Jarosław Kaczyński, pseudonim "Prezes", domaga się zmian w polskiej konstytucji gwarantujących jakoby zachowanie polskiego stanu posiadania na ziemiach północnych i zachodnich. Uważam, że jest to postulat zdecydowanie zbyt ostrożny, nieśmiały i za mało stanowczy w stosunku do niemieckich okupantów. Nie można uprawiać polityki białej flagi i zaprzedawać w ten sposób polskich interesów narodowych za parę euro z Unii - nierządnicy europejskiej. Powinniśmy stanowczo i kategorycznie, głosem nieznoszącym sprzeciwu, popierając ów głos przelotem wszystkich czterdziestu ośmiu F16 nad Berlinem, zażądać od Niemców, by pozwolili nam w ramach odszkodowania za II wojnę światową napisać im ich własną konstytucję. Znalazłby się w niej zapis, o konieczności oddania Polsce do końca 2039 roku prastarych ziem słowiańskich na wschód od Łaby, z obecną stolicą RFN na czele. Tylko ten symboliczny gest w stulecie hitlerowskiego napadu na II RP pozwoli naszym zachodnim sąsiadom udowodnić, że nie relatywizują historii, nie próbują katów obrócić w ofiary i nie czyhają na ziemie słusznie odzyskane przez nas w 1945 roku. Jeśli zaś Niemcy tylko spróbują zasugerować, że nie wiedzą, czy zgadzają się na te postulaty, powinniśmy natychmiast wystąpić z UE, NATO, OECD, OBWE, WTO, ONZ i wszelkich innych organizacji międzynarodowych, bo nie będziemy przecież nigdzie zasiadać razem z tymi faszystowskimi rewizjonistami. Tak nam dopomóż Bóg i Święty Krzyż!

No i zmienili nam konstytucję

Teraz wystarczy, że np. napiszę na blogu, iż prezydent Lech Kaczyński jest... (i tutaj dowolny niepochlebny epitet) i już będę mógł stracić bierne prawo wyborcze. Co będzie następne? Pozbawianie praw obywatelskich za przechodzenie przez ulicę na czerwonym świetle?

Atom nam niepotrzebny

Zanim kupimy atomową konewkę. Nie umieszczam w miniblogu, żeby nikt nie przegapił. ;)

Poziom życia

Ja: PKB per capita w UE zaniżają państwa Europy Wschodniej. Ze wskaźnikami poziomu życia jest tak samo. [nie pytajcie, po co był ten banał ;)]

Współlokator#1: Np. Polska zaniża. Co to ma być: trzech ludzi mieszka w niespełna 40-metrowym mieszkaniu?! [my tak mieszkamy] Prawie jak w szwedzkiej celi!